Stykówki, mnóstwo stykówek :)

Przyznaję bez bicia: nie lubię robić stykówek. Nie robiłem ich przez ponad 2 lata (DWA LATA!!!). Jednocześnie uważam, że są w ciemni niezastąpione i bardzo trudno bez nich panować nad bogactwem w negatywach. Skany nie oddają tonów negatywu, nie chcę też kalać ciemni komputerem 🙂

Co było robić, wziąłem się do roboty, wygrzebałem z dolnej półki papier i trzaskałem styk za stykiem. Było o tyle łatwo, że większość negatywów to Delta 400 wołana w D76 1+1, więc nie musiałem robić próbek. Po trzech godzinach skończył mi się papier; gdzieś po drodze pękła szybka, którą przyciskam negatywy do papieru…

Potem przyszedł czas na najbardziej żmudny etap (wspominałem, że nie lubię robić stykówek?) czyli układanie par stykówka-negatyw w segregatorze. Używam jednocześnie trzech lub czterech aparatów, czasem naświetlenie 12 klatek zajmuje kilka miesięcy, wszystko się przeplata. Na dodatek dopiero od niedawno zacząłem dopisywać na kopertach z negatywami daty naświetlania i wołania, więc powstała efektowna łamigłówka.

Dobra, zrobione. Zostały dwa negatywy, postaram się o nich nie zapomnieć. Czas wziąć do ręki lupę 6x i zrobić plan powiększeń 🙂 A propos lupy: warto poszukać dobrej (co nie znaczy b. drogiej!), z jak najmniejszymi zniekształceniami obrazu i z przezroczystą podstawą. To naprawdę pomaga ocenić wstępnie negatyw. Mi świetnie służy rosyjska Tento, kupiłem ją daaawno temu za kilkadziesiąt złotych – polecam!

2/52

“Jusqu’ici tout va bien, jusqu’ici tout va bien…” jak mówił Vinz w niesamowitej “Nienawiści”. Ciemnia nie zakurzyła się, a nawet coś niecoś udało się zrobić.

Zdjęcie zrobione na Delta 100 w D76 1+1. Dopalane tu i tam, rozjaśnione ówdzie. Filtr “3”. Trochę zmagam się z zadymieniem papieru, ta Agfa MCP albo łapie jakieś niechciane światło, albo jest już dotknięta zębem czasu. Trochę to widać na skanie, marginesy nie są śnieżnie białe. Zbieram pomysły rozwiązania problemu na korexie, póki co odbijam w bardzo nieprzyjemnym czerwonym świetle żarówki 15W. Ale mam pewien pomysł na zmianę, pochwalę się sukcesem (lub porażką).

Bo jak Vinz kończył: “mais l’important n’est pas la chute, c’est l’atterrissage”.

Ciemnia reaktywacja albo 1/52

Zaniedbałem robienie odbitek. Zapomniałem już, ile frajdy daje przenoszenie utrwalonego na negatywie obrazu na papier 🙁 Wołałem kolejne filmy, ale nic z nich nie trafiało do znajomych, na ścianę czy do pudełka. Przechodząc kolejny raz koło zakurzonego powiększalnika zdecydowałem: czas to zmienić. Przetarłem go szmatą, rozrobiłem świeżą chemię, podmuchałem na soczewki apo i do roboty!

Okazja nadarzyła się sama. Wpadł mi w ręce mocno przeterminowany Kodak TMAX 400 w małym obrazku, postanowiłem go przestrzelić na spacerze. Pogoda była mało sprzyjająca: pochmurno, z rzadkimi przebłyskami słońca; dało to w sumie mało kontrastowe klatki na lekko zadymionym negatywie. Film wywołałem szybko w D76 1+1, a następnego dnia umieściłem w karetce powiększalnika tę klatkę:

Zdjęcie zrobiłem rybim okiem Yashiki, z filtrem pomarańczowym dla rozjaśnienia tonów skóry, czas 1/250. Kontrast był niewielki, więc szybko porzuciłem naświetlanie papieru na średniokontrastowym filtrze “3” i odbitkę zrobiłem na “4,5”. Tak naprawdę na mojej głowicy kolorowej używam systemu naświetlań na mieszance kolorów żółty/magenta, ale efekt jest ten sam. Trochę uciąłem dół klatki, ale zachowałem ramki negatywu na pozostałych bokach. Papier to plastikowa Agfa MCP 312, 20×25 cm.

Mój uśmiech na widok gotowego zdjęcia był szerszy niż u Pali 🙂 Niby to prosty proces, kilkadziesiąt sekund pod powiększalnikiem i 5 minut w kuwetach, ale ile radości! Może nie jest to fine-printing, ale tu chodziło o rozgrzewkę – nie dotykałem powiększalnika ponad dwa lata! Kolejna odbitka, z innego negatywu, wyszła już lepiej – światło ma znaczenie…

Ciekawe, czy uda mi się zrobić przynajmniej jedną odbitkę w tygodniu przez cały rok? Ta byłaby nr 1.