Majówka, czyli warto mieć zapas

Przed każdym wyjazdem mam dylemat – jaki aparat zabrać? Nie jestem kolekcjonerem, ale przez te kilkadziesiąt lat hobbywania fotografii parę kilo sprzętu się uzbierało. Tylko mały obrazek, czy też średni? I jak ciężki średni? Na szczęście porzuciłem już negatywy kolorowe oraz format inny niż kwadratowy w średnim formacie, bo zawsze to parę wymiarów decyzyjnych mniej 🙂

Tym razem na majówkę zdecydowałem się na ultra ciężki wariant – Pentacona Six’a z czterema szkłami (50, 80, 120, 180) i sporym statywem. Chciałem zrobić parę portretów majowemu krajobrazowi, a może jakiś ludek też się nawinie? Na bardziej ruchliwe ludziki mały obrazek z tradycyjną trójką (28, 50, 85) i na wszelki wypadek XA. 10,5 kg sprzętu bez statywu, ale za to zebrane razem w stareńkiego LowePro coś tam. Statyw sam się w nim nosi 🙂 I nawet mam go na zdjęciu razem z Sixem, o tu:

Okazało się jednak, że w światłomierzu padła bateria. Myślę sobie – spoko, w małym obrazku jest przecież spot – a tu też padła bateria… Nie przepadam za pomiarem cyfrówką, więc zorganizowałem drugi światłomierz – niech żyje rodzina 🙂 I lepiej mieć zapas 🙂

Przy okazji sprawdzałem, jak radzi sobie telefon komórkowy jako aparat i światłomierz. Cóż, obiektyw szerokokątny to nie jest co, co zawsze się sprawdza. Coś tam można porzeźbić (zdjęcia w tym wpisie o tym świadczą), ale szału nie ma. Apka Light Meter Free jest całkiem ok, ale pomiar światła padającego (mój ulubiony) jest mało wygodny. Jednak kiedy brak Lunasixa, ratuje skórę 🙂

A tu dowód, że używałem nawet wężyka! Naprawdę zwolniłem robiąc zdjęcia, czekałem na światło, właściwe ustawienie głów i takie tam 😉 Byłem tak skupiony na łabędziach, że nie zauważyłem jak tuż koło mnie przeszła sarna!

Miłą niespodziankę sprawił mi statyw. Od wielu lat bronię się przed nim jak mogę, ale Six ze 180 kazał mi zmienić zdanie. Niezbyt wyraźna matówka wymaga stabilności, a parę kilogramów ćwiczy rękę aż zanadto.

To jednak nie koniec przygód. Gdy robiłem zdjęcia malowniczo zaniedbanej gorzelni, niespodziewanie zepsuł się Six. Pokrętło do przewijania filmu zostało mi w ręce 🙁 Niemiła niespodzianka, ale usterka mam nadzieję drobna. Warto mieć zapas, wspominałem coś o tym?

A zdjęcia? Czekają na wywołanie. Na parę ujęć ostrzę sobie trybiki kolumny powiększalnika, może coś tu wrzucę. Mogłem zrobić parę rzeczy więcej, ale mówi się trudno. Za mało korzystałem z filtrów kolorowych, mogłem z ciekawości zrobić to samo ujęcie małym i średnim formatem… Póki co cieszę się, że pomysł na Sixa z kilkoma szkłami wypalił, bo pewnych rzeczy standardowym obiektywem bym po prostu nie zrobił.

Mars wita nas

Jak wrócić do robienia zdjęć? Nosić ze sobą aparat 🙂 Odkurzyłem zatem małego XA, załadowałem do niego Neopana 400 i włożyłem do kurtki. W kilka dni zrobiłem ze 20 klatek, zobaczymy co z tego będzie.

Póki co poranna tele-fotka z drogi do pracy – tu kiedyś będzie wylot południowego tunelu obwodnicy Warszawy. Póki co krajobraz jest kosmiczny, temperatura zresztą też – 15 stopni 🙂

Po trochu wyciągane z lochu

Mam pięć segregatorów z negatywami, w każdym po ok. 50 koszulek z wywołanymi filmami i odpowiadającymi im stykówkami. To trochę ponad 200 filmów zrobionych przez kilkanaście lat. I dużo, i mało – taki Gary Winogrand zostawił po śmierci kilka tysięcy nie wywołanych rolek filmów i drugie tyle wywołanych, lecz nijak nie opisanych 🙂 Ale do rzeczy: w tych 5-6 tysiącach klatek można znaleźć różne motywy. I to właśnie uratowało mi ostatnio skórę.Pilnie potrzebowałem zrobić dla znajomego odbitkę, ale bez mojej rodziny w kadrze. Odpada 95% ujęć, wciąż jednak zostaje kilkaset zdjęć do wyboru 🙂 Potrzebowałem czegoś kojarzącego się z naturą, zwierzętami lub wsią – i po kilkunastu minutach przeglądania stykówek znalazłem powyższe ujęcie!
Przedstawia pole rozciągające się w otulinie Lasu Kabackiego, które ktoś wciąż pracowicie uprawia. Zwykle rośnie tam kapusta lub koniczyna. Na pierwszym planie jest ciągnik, klasyczny polski Ursus. Akurat gdy naświetlałem film nr 51 ktoś zaparkował go obok ścieżki prowadzącej do Ogrodu Botanicznego i pozostawił 🙂

Odbitka była w sumie prosta, zdjęcie na Delcie 100 wołanej w D76 1+1 naświetliłem przez odpowiednik filtra “3” na Ilforda Multigrade IV właściwie bez korekcji, trzy paski testowe wystarczyły – pierwsze do czasu, ostatni do filtracji. W domu czekała już czarna ramka 18×24 i prezent gotowy 🙂

A przy okazji zrobiłem dwie inne odbitki, z klatek naświetlonych dziewięć i sześć lat temu. Może je tu wrzucę…

Czasem warto coś przetestować

Dokładnie tak. Ostatnio spędziłem ponad godzinę w ciemni i wyszedłem z niej bez ani jednej odbitki. I wyszedłem zadowolony! Dlaczego? Od dawna nurtowało mnie kilka drobnych kwestii, których rozwiązanie wymagało jakże cennego czasu. Więc po kolei:
Czy moje LED-owe oświetlenie wpływa na papiery Ilforda? Otóż okazało się, że NIE. Czerwień rozjaśniona do maksimum nie wpływa na zadymienie papieru – sprawdzane na Ilford Multigrade IV.
Czy można używać innego koloru LED niż czerwony? NIE. Inne kolory LED (żółty, brązowy) powstają ze składania kolorów, więc papier się błyskawicznie zaświetla.
Czy mogę zaprogramować światłomierz ciemniowy do wskazywania właściwego kontrastu? Znów NIE. Zrobiłem kilka testów, ale rozpiętość wyników nie pozwala na precyzyjne użycie Comparatora 2 do ustawiania filtracji w mojej ciemni.
Więc tym razem będzie bez zdjęcia. Po co komu biały pasek z maźnięciami markera?
A przy okazji test Open Live Writer’a do pisania blogów. Czasem człowiek ma złudzenie, że mając inne narzędzie zrobi coś lepiej.  🙂